Sunday, October 05, 2008

 

zycie do gory nogami

Cokolwiek sie zmienilo w moim zyciu..
Jestem zonaty.


:)


Zajefajna sprawa.

Tuesday, May 22, 2007

 

Wieczorne rowerowe filozofowanie

Mam prywatny sposob medytacji. Jezdze rowerem. Wowczas mysle. Wowczas odlaczam sie od swiata, ktory istnieje tylko w postaci mijanych domow, ludzi, samochodow, i zatapiam w rozmyslaniach. Moge sie jakos zmierzyc z tym, co mnie otacza i przytlacza.

Dzisiejszy wieczor jest cudowny.. Cieply, bezwietrzny, spokojny.. Polowa miasta wylegla na ulice, na bulwar nadmorski, do portu, na uliczki starego miasta.. Fajnie tak. Jestem anonimowy wsrod tego tlumu. Mijaja mnie obojetnie, a ja nie zaszczycam ich spojrzeniem dluzszym niz pol sekundy.

Chcialbym wiedziec, gdzie moje miejsce. Czy na pewno tutaj?

Monday, May 21, 2007

 

Tak ot, wieczornie

Uwielbiam, kiedy swiat wokol mnie kurczy sie do malutkiej kropeczki, takiej jak czarna dziura, wsysajacej wszystko, wszystkie moje mysli i pragnienia. Wowczas, kiedy jestem powoli obdzierany ze zbudowanej pracowicie otoczki, wychodza na jaw wszystkie dobrze ukryte rzeczy.. na przyklad to, ze postawiony pod sciana - wystawiam zeby i to te jadowe, ktorymi zadaje smiertelne rany. Wlasciwie to skorpioni ogon. Problem w tym, ze czasem trafiam sam siebie w grzbiet, albo ranie nie tych, ktorych chce. Sam nie wiem.
Ide spac, bo pieprze od rzeczy.

Tuesday, April 17, 2007

 

Sie zaniedbalem

No coz.. zaniedbalem sie. Nie pisze kiedy nie musze. Dzis nie musze, ale pisze.
Generalnie - lubie swoja prace, ale czasem doprowadza mnie do szalu. Ilosc formalnych utrudnien, klod rzucanych pod nogi, niekompetencji albo po prostu ignoracji, mojej i innych.. Czasem ciezko dojsc z tym do ladu.
W takich chwilach mysle sobie, ze mozna bylo zostac ksiegowym, albo ogrodnikiem. W ostatecznosci ukladac towar na polce w supermarkecie. Moze i robota niewdzieczna, ale odpowiedzialnosc zadna.

Te naprawde przyjemne chwile, kiedy mozesz cos wymyslic, zaproponowac, stworzyc od zera, te zdarzaja sie rzadko. Wiekszosc pracy to zmudne popychanie spraw naprzod, we wlasciwym kierunku, gdzie liczy sie bardziej precyzja i cierpliwosc niz kreatywnosc i inwencja. Ale coz.. Czasem warto zaplacic cene za mozliwosc zbudowania czegos.

Nie mam ochoty pisac o tym, co dzieje mi sie w duszy.
Zamiast tego napisze plan na najblizsze dwa tygodnie.

Poniedzialek - wylot do Poznania, na targi.
Piatek po poludniu - powrot do Pesaro.
Sobota rano - Rzym, potem Walencja (Louis Vuitton Cup).
Poniedzialek w nocy Rzym, potem Pesaro.

A potem to juz tylko Pesaro-Urbino i z powrotem przez 10 dni ;)

Sunday, April 01, 2007

 

Niedziela Palmowa

Niedziela palmowa.
To pewnie dlatego ze palma mi zaraz odbije.

Pierwszy weekend znosnej pogody w tym zakichanym Pesaro. Czemu nie moglo byc tak w zeszlym tygodniu?!

W domu smierdzi srodkiem na grzyba, mam nadzieje ze nas to nie wytruje w koncu. Ale przynajmniej widac efekty.

Generalnie to dopadl mnie bol istnienia. Lebensschmertz. Dolore di vita. Samotnie mi tu i nudno. I nic mi sie nie chce. I komputer mam beznadziejny, w dodatku sie psuje.

Ide sie najesc czegos kalorycznego i niezdrowego..

Monday, March 12, 2007

 

Galeria na poniedzialek










 

telefony w mojej glowie..

Powtarzajac za Markowskim - "telefony w mojej glowie.."
Kto nigdy tego nie doswiadczyl, nie wie o czym mowie.
Bierzesz sie za cos powaznego. Koncentrujesz sie. Wlasnie masz napisac pierwsze slowo/narysowac pierwsza linie.. i wtedy...
DZWONI TELEFON!!!!!!!!!
Jakis debil, ktory o czyms zapomnial. Albo inny, ktory ma wszystkie informacje, ale dzwoni, zeby sie upewnic. Albo kompletny ignorant, ktoremu trafila sie okazja, zeby sprzedac maszyne, o ktorej nie ma pojecia. Albo sekretarka, z informacja ze ktos Cie szukal.. W takich chwilach.. czlowiek siega odruchowo po szable. Albo pistolet. Z braku laku po ciezkie przedmioty. W oczach ma mord. W glowie wizje krwawej jatki, ktora ma zamiar spowodowac. Wywrzec krwawa zemste na idiotach i ignorantach, a przede wszystkim na sekretarce!!!! (bez obrazy, Sikorka ;) )
Nie znosze dzwieku budzika. Doprowadza mnie do szalu. Ale przy dzwonku mojego telefonu jest niebianska muzyka. Pieniem choru dziewic w zwiewnych szatach. Dzwonkami u san swietego Mikolaja.. Zalepilem glosnik mojego telefonu tasma klejaca. Dolozylem warstwe papieru. Dwie szczerze mowiac. Przycialem ladnie nozyczkami, tak, zeby nie bylo widac z gory. Ale i tak go slysze. Dzwoni. Za plecami. Znienacka. Wowczas, kiedy najbardziej tego nie chce. Nienawidze go. On to czuje. Mysle ze mnie podsluchuje. Stanowczo. Robi to zlosliwie. Dran.

Jak mnie juz przetworza wtornie i wygonia od czubkow to sie zemszcze. Bede chodzil od biura do biura i przecinal nozyczkami wszystkie kable. Wyciagal baterie z komorek. Przewracal slupy telefoniczne.

Uffff... juz mi lepiej.

Saturday, March 10, 2007

 

(pseudo)wakacje w Lahti

Sobota.. cudowna sobota, ktora moglem spedzic we wlasnym pokoju, nie ruszajac tylka z mieszkania, a jesli juz to tylko po to, zeby pojsc na spacer po plazy..

Potrzebowalem takiej soboty. Moj organizm zaprotestowal. Bezsennosc, zaburzenia rownowagi, krew z nosa i takie tam. Chyba nie jestem stworzony do zycia w stresie. No, powiedzmy, w TAKIM stresie.

Wycieczka sluzbowa do Finlandii okazala sie calkiem niezla. Szkoda tylko ze byla mgla i odwilz, byloby przyjemniej. Niemniej jednak - calkiem niezle. Lahti to dziura, z calym szacunkiem - nic tam nie ma. Poza skocznia narciarska. I naszym dealerem na Finlandie.

I tak mnie wozili, po miescie, poza miastem, od jednego klienta do drugiego, z jednego zabrania na drugie.. Duzo kawy, malo jedzenia, malo snu, duzo gadania, po angielsku i wlosku. Niedlugo mowy ojczystej zapomne w gebie.

Ide spac. Tej soboty tez mam chyba dosc. Jutro niedziela - i pranie. Ciao!

This page is powered by Blogger. Isn't yours?